W morsowanie i w OCR wciągnął mnie tata – Wywiad z Rafałem Głowaczem

Biegi wytrzymałościowe to doskonała okazja do kształtowania charakteru i pokonywania własnych słabości. Skrót OCR (Obstacle Course Racing), to w wolnym tłumaczeniu bieg z przeszkodami. Przedstawiamy Wam Rafała Głowacza, chłopca, który zadziwia swoją szybkością i siłą, a do tego jest wielkim fanem morsowym kąpieli.

Biegi OCR kojarzą się z wytrzymałością, sprawnością i szybkością. Zwykle biorą w nim udział dorośli. Skąd u Ciebie pomysł na taki sport?

Od pierwszej klasy grałem w klubie w piłkę nożną. Ten sport, jak wiadomo wymaga dobrej kondycji, szybkości, zwinności i wytrzymałości. Po paru latach uprawiania tej dyscypliny zacząłem startować w biegach ulicznych, z tatą, który już jakiś czas biegał. Było fajnie, ale dosyć monotonnie. Po kilku moich startach na 5 km chcieliśmy spróbować czegoś nowego- padło na OCR. Tata  jakiś czas wcześniej wziął udział w ,,Morderczych treningach RMG”. Oglądałem relacje i bardzo mi się to spodobało, więc, gdy tata wykupił pakiet startowy, pomyślałem, że też spróbuję. Pierwszym moim startem był Spartan Race w Krakowie.

Jesteś niezwykle sprawny jak na swój wiek. Czy rodzice naprowadzili Cię na taką aktywność i jak to wszystko się zaczęło?

Na boisku byłem bardzo szybki, regularnie i sumiennie trenowałem, ale wiadomo, w tym sporcie to czy zagrasz i kiedy zależy od trenera. Rodzice widzieli moją narastającą frustrację i zniechęcenie, chcąc temu zapobiec podsunęli mi alternatywnie biegi przeszkodowe. No i jak się okazuje był to dobry kierunek.

Pewnie podobnie jak swoi rówieśnicy chodzisz do szkoły i masz różne zainteresowania. Jak wygląda Twój dzień treningowy?

Najczęściej po powrocie ze szkoły przebieram się w strój sportowy i idę na mój własny tor przeszkód koło domu. Z racji, że uwielbiam ,,latać”  na różnych kombinacjach przeszkodowych, to robię to bardzo często. Czasami też biegam razem z tatą. Gdy pogoda nie sprzyja treningowi na przeszkodach na zewnątrz, to elementy, z których składają się nasze tory przenosimy do domu. Raz w tygodniu jeżdżę na trening pod okiem wielokrotnej mistrzyni biegów OCR Małgorzaty Szarugi do Extreme Club, gdzie mam możliwość ćwiczenia na przeszkodach i poprawiania techniki pokonywania niektórych z nich.

Masz jakieś marzenie związane z biegami OCR?

Tak, mam takie – w przyszłości stawać się coraz lepszym, zajmować wysokie miejsca na podium i być mocnym zawodnikiem. Myślę, że to raczej standardowe marzenia każdego OCR-owca. Może w przyszłości udział w Ninja Warrior…mistrzostwach świata…W tym roku po raz pierwszy wziąłem udział w Barbarian Opener oraz  Mistrzostwach Europy OCR w Gdyni w kategorii 12-15 M mieszcząc się w pierwszej dziesiątce. Jestem z obu bardzo zadowolony.


 

Na swoim profilu informujesz, że morsujesz? Jak to się zaczęło?

W morsowanie, jak wcześniej w zwykłe bieganie i w OCR wciągnął mnie tata. Zaczęło się od wyzwania twórcy Runmageddonu, w którym trzeba było nagrać film  z morsowania. Jak zwykle wyzwania podjął się mój tata, a ja gdy to zobaczyłem, to od razu chciałem zrobić to samo i jeszcze w ten sam dzień wylądowałem w lodowatej wodzie w górskim potoku (było to wtedy wejście i bardzo szybkie wyjście). Z racji, że był to koniec stycznia, a ja byłem wtedy średnio przekonany do morsowania, to dopiero pod koniec tego samego roku chciałem spróbować ponownie (był to rok 2018). Zaczęło mi się to podobać i od tego czasu chodziłem razem z tatą co tydzień na morsowanie. Na początku wchodziłem na niecałą minutę, ale za każdym razem starałem się wytrzymać dłużej. Po jakimś czasie morsowanie stało się przyjemnością, a ja wytrzymywałem po kilka minut, mój rekord to ok.12 minut. Z czasem morsowanie spodobało się mamie i teraz morsujemy prawie całą rodziną a z biegiem czasu dołączyli do nas znajomi i tata założył grupę „Podhalańskie morsy- grupa Czarny Dunajec”

Profesjonalni sportowcy zauważają, że morsowanie to ważny element treningu i regeneracji. Też tak uważasz?

Tak, też tak sądzę. W zimę, gdy złapię  kontuzję albo po prostu mam zakwasy wchodzę do rzeki na kilka minut i już nic mnie nie boli. Morsowanie pomaga mi też tolerować  przebywanie w niskiej temperaturze, co czasem w biegach OCR jest bardzo ważne. Jestem zahartowany i praktyczne wcale nie choruję, więc jak widać ma to same plusy.